Aborcja na dawnej wsi. Zdesperowane kobiety sięgały po te metody w tajemnicy

To nie była kwestia ideologii, lecz brutalna walka o przetrwanie. W świecie, gdzie każde kolejne dziecko mogło oznaczać śmierć głodową dla rodziny, brzemienność stawała się wyrokiem. Aneta Godynia, autorka książki „Wiejskie dzieci. Kiedy nasi przodkowie byli mali”, rzuca światło na przemilczany dramat naszych przodkiń. Pozostawione same sobie, wycieńczone porodami i biedą, prowadziły partyzancką walkę o byt. Aby przerwać ciążę, sięgały po metody, ryzykując kalectwem, więzieniem i śmiercią.
Wiejska kobieta z dzieckiem, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Dlaczego wiejskie kobiety decydowały się na przerywanie ciąży?

Decyzja o przerwaniu ciąży na XIX-wiecznej wsi rzadko była kwestią wyboru w nowoczesnym tego słowa znaczeniu. Był to akt desperacji podyktowany skrajnymi warunkami bytowymi i biologicznym wycieńczeniem. W świecie, gdzie kolejne dziecko mogło oznaczać śmierć głodową dla pozostałych potomków, ciąża stawała się wyrokiem. Autorka książki „Wiejskie dzieci. Kiedy nasi przodkowie byli mali” podkreśla wyraźnie, że kobiety nie działały z nienawiści do życia, lecz z instynktu przetrwania. To była walka o byt, prowadzona w samotności i ogromnym lęku przed potępieniem wspólnoty.

Antykoncepcja na dawnej wsi. Jak radziły sobie nasze prababki?
Bez medycyny, w cieniu tabu i surowej moralności – tak nasze prababki walczyły z niechcianymi ciżami. Aby przetrwać, sięgały po to, co miały pod ręką: od ziół po magiczne rytuały. Odkrywamy prawdę o tym, jak wyglądała antykoncepcja...

Skoki z drabin i toksyczne wywary, czyli jak nasze prababki przerywały ciąże

Brak dostępu do medycyny sprawiał, że kobiety testowały na własnych organizmach techniki, które dziś uznajemy za brutalne i śmiertelnie niebzezpieczne. Wykorzystywano grawitację, ekstremalny wysiłek i toksyczne rośliny. Z cytatów genealożki wyłania się przerażająca lista praktyk:

• skoki z wysokości: Kobiety skakały z drabin, niskich drzew i wzniesień, wierząc, że gwałtowny wstrząs spowoduje oderwanie się płodu.
• Uciski brzucha: Wykorzystywano grawitację i nacisk poprzez przewieszanie się przez płoty, skrzynie czy beczki.
• Praca ponad siły: Celowe przeciążanie organizmu najcięższymi zadaniami fizycznymi, by wymusić poronienie.
• Toksyczne zioła: Stosowanie wywarów z roślin takich jak sabina (odmiana jałowca), belladonna (wilcza jagoda) czy ruta.

Każda z tych metod niosła ze sobą ryzyko nieodwracalnych uszkodzeń ciała. Jak czytamy w książce:

Krwotoki, bóle brzucha, omdlenia czy niewydolność narządów wewnętrznych były częstymi następstwami stosowania preparatów roślinnych, jednak w desperacji i z braku alternatyw kobiety sięgały po te środki.

Była to rosyjska ruletka, w której stawką było życie matki.

Nie mogły doić krów ani piec chleba. Jak nasze prababki radziły sobie z miesiączką w świecie pełnym przesądów?
Wyobraź sobie życie w jednej izbie z liczną rodziną i zwierzętami, gdzie intymność praktycznie nie istnieje. Brak bieżącej wody, ubrań na zmianę i środków higienicznych, które dziś uważamy za oczywiste. Dla naszych prababek...

Podziemie aborcyjne i celowe wywoływanie krwotoków

W okresie międzywojennym problem nie zniknął – zszedł jedynie głębiej do podziemia, stając się jeszcze bardziej brutalnym i „technicznym”. Wiejskie akuszerki i znachorki za niewielkie kwoty dokonywały zabiegów narzędziami, które przenosiły bakterie wprost do krwiobiegu. Metody te były prymitywne i drastyczne:

• narzędzia gospodarskie: Do macicy wprowadzano przedmioty takie jak druty, pogrzebacze, a w skrajnych przypadkach nawet marchewki.
• Prowokowanie krwawienia: Kobiety celowo doprowadzały do pierwszych objawów poronienia, by wymusić na lekarzu interwencję medyczną.

Wiejska lekarka z tamtego okresu wspominała, że słyszała wciąż te same, wyuczone kłamstwa:

Trzy do czterech razy w tygodniu słyszę to samo: podniosłam ręce do góry, dźwignęłam dziecko, spadłam ze schodów i rzucił się krwotok. Akuszerce za użycie drucika płaciły 5 złotych.

Był to system oparty na niewyobrażalnym bólu, niosący ze sobą widmo sepsy i krwotoków nie do opanowania w warunkach brudnej izby.

Jakie były konsekwencje dokonania aborcji na dawnej wsi?

Kobiety decydujące się na taki krok żyły w podwójnym potrzasku – między biologicznym przymusem a surowym prawem karnym. Kodeks karny z 1932 roku był nieubłagany: „Kobieta, która płód swój spędza lub pozwala na spędzenie go przez inną osobę, podlega karze aresztu do 3 lat. Pomoc przy zabiegu była zagrożona karą do 5 lat”. Prawdziwą ceną było jednak zrujnowane zdrowie, trwałe okaleczenie narządów rodnych lub śmierć, która osierocała już istniejące potomstwo.

Historia wiejskiej aborcji przełomu XIX i XX wieku to historia kobiet, które z determinacją, ale i w ogromnym cierpieniu, próbowały przejąć kontrolę nad własną płodnością. Jak słusznie zauważa genealożka: „Milczenie na temat tych praktyk zafałszowuje obraz przeszłości. Czyni z kobiet istoty bierne, które jedynie przyjmowały swój los. Nie chodzi o ocenę, lecz o prawdę. Tylko jeśli spojrzymy na całość tego doświadczenia, będziemy mogli uczciwie mówić o tym, jak wyglądało życie naszych przodków.”

Przywrócenie pamięci o tych dramatycznych wyborach pozwala nam zobaczyć w naszych prababkach nie tylko ofiary losu, ale i świadome uczestniczki trudnej historii.

Klątwa zrośniętych owoców. W co wierzyły nasze prababki, będąc w ciąży?
Ciąża na dziewiętnastowiecznej polskiej wsi była stanem, który balansował na granicy magii i twardej, często brutalnej rzeczywistości. Choć dziś zakaz jedzenia ryb czy unikanie patrzenia na zmarłych brzmią jak niezrozumiałe zabobony,...


O autorce:

Aneta Godynia - genealożka. Od lat bada historie rodzin w archiwach i pomaga odnajdywać krewnych rozdzielonych przez wojny, migracje i dziejowe zawirowania. Swoją pracą przywraca pamięć, więzi i poczucie przynależności. Zbudowała jedną z największych w Polsce społeczności internetowych skupionych wokół genealogii i mikrohistorii - Galicyjskie Drzewo, gdzie pokazuje codzienne życie naszych przodków.


Wszystkie cytaty pochodzą z książki: „Wiejskie dzieci. Kiedy nasi przodkowie byli mali”, autor: Aneta Godynia, wydawnictwo: Sploty
 

Czytaj dalej: